forum.el-pl.org

Forum gildii PL
Teraz jest wtorek, 12.12.2017, 00:49

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 1 ] 
Autor Wiadomość
PostNapisane: sobota, 5.11.2011, 23:28 
Radny
Avatar użytkownika

Dołączył(a): sobota, 24.04.2010, 19:17
Posty: 340
Lokalizacja: Świdnik
Lekko niewprawnym ruchem wyciągnął ostrze z trzewi żebraka i splunął z obrzydzeniem. Nie tak miał wyglądać dzisiejszy wieczór, przynajmniej jego ostatnia część. Człowiek jeszcze dyszał, lecz widać było, że uchodzą z niego resztki życia.
- Masz kundlu, moją jałmużnę! - syknął, po czym zmiażdżył jego kark podkutym butem. - Nie planowałem dzisiaj żniw, lecz cóż... - Pochylił się nad trupem i ocenił zdobycz. - Nawet ścierwo może się do czegoś przydać - Nie był na tyle trzeźwy, ani nie miał na tyle czasu aby zrobić wszystko zgodnie z Khrae, więc ograniczył się do głównych organów. Gdy skończył, spojrzał na swoje dłonie. Nawet w mdłym świetle księżyca było widać, że drżą.
- Jeśli nie zgubi mnie Khrae, zgubi mnie wino... - pomyślał. W takich chwilach zaczynał żałować, że przedwcześnie zakończył nauki u mistrza Thaissa.
- Może gdybym pozwolił tej miernocie żyć parę miesięcy dłużej, zgłębiłbym Hthon na tyle, żeby nie babrać się w truchłach... - westchnął z żalem. - Staruch niestety już nic nikogo nie nauczy, ale jakaś jego część jest wciąż we mnie... - uśmiechnął się krzywo. Wytarł zakrwawiony nóż o szmaty trupa.
- Dobranoc, bracie - szepnął, po czym zepchnął truchło do rynsztoka. Chwiejnym krokiem wyruszył do swojej kwatery.
- Długo tak nie pociągnę - powiedział do swojego odbicia w kałuży. Tkwił w tym mieście już parę miesięcy, lecz jego sytuacja nie poprawiła się ani trochę. Doraźne zajęcia których się imał ledwo starczyły na kwaterę, a co dopiero na wino i dziewki. - Tak, na to zawsze będzie brakować brzdęku… - Chyba nadszedł czas ażeby się gdzieś zaciągnąć. - Widział już wiele kwater miejscowych gildii, lecz jego uwagę na dłużej przykuła tylko jedna... Widział runy wyryte na bramie miejskiej i znał wymagania. Miał nadzieję, że pozostawią mu na tyle czasu, aby mógł dalej podążać ścieżką Khrae. Pozostało tylko znaleźć jej rezydenta.
- Jutro... na dziś wystarczy Tharkaih - pomyślał i otworzył drzwi. W środku powitał go, jak zawsze, lekko słodkawy fetor. - Trzeba będzie coś z tym zrobić... jutro - zdjął buty i rzucił się na siennik. Księżyc zerkał na jego oblicze przez mały otwór w podpiwniczeniu.
- Sahraesh! - zaklął w swoim narzeczu i odwrócił się twarzą do posłania. Ktoś wzywał straże na zewnątrz, jakiś pies zawył w odpowiedzi.

* * *

Atak: 28
Obrona: 30
Zbieractwo: 30
Alchemia: 26
Magia: 11
Rzemiosło: 12
Jubilerstwo: 15

Powitali go z przyjaźnie, choć dało się wyczuć niepewność.
- Nie byłem nigdy w żadnej z waszych... gildii, jak je nazywacie, nie podszywam się pod nikogo, jestem wędrowcem, dopiero co przybyłem do White Stone - mruknął niedbale. - Tak, przysięgam trzymać się waszych zasad, Khrae shthon Hraenth!
Obecni w pomieszczeniu spojrzeli po sobie.
- Zaiste, z dalekich stron przybywasz, Obcy! - rzekł najwyższy z nich - Jak Cię zwą?
Przeniósł swój wzrok na pochodnie na ścianie.
- Vrether, tyle powinno ci wystarczyć, Shanar.
- Dobrze, dosyć już tej tajemniczości! - Nagle jeden z zebranych w komnacie wstał i cichym, spokojnym, aczkolwiek dobitnym tonem wypowiedział owe słowa.
- Rozumiemy przybyszu, iż przed obcymi nie masz zamiaru się otwierać, ni zdradzać swojej tożsamości. Zrozum jednakże, że przystępując do naszego stowarzyszenia stajesz się jednym z nas.
Reszta z siedzących czekała w napięciu na reakcję przybysza, ten jednak nie dając po sobie niczego poznać czekał cóż owa niepozorna, acz mówiąca głosem nie znoszącym sprzeciwu, ma mu do zakomunikowania. Kto wie, może już obmyślał jakąś celną ripostę. Tymczasem mówca ciągnął dalej.
- Musisz także zrozumieć, iż ponosimy ogromne ryzyko przyjmując w swe szeregi nie znane nam osoby. Nasza gildia jest gildią znaną dobrze w całym świecie, znani jesteśmy ze swej uczciwości i... - Na te słowa przybysz nie wytrzymał, i zerwał się gwałtownie.
- Czy chcesz przez to powiedzieć, że ... - tutaj mówca uspokoił zgromadzonych w sali swych współgildiowiczów, którzy widząc gwałtowną reakcję obcego już sięgali po oręż, oraz gestem uciszył przybysza. Gest był to nieznaczny, ale miał w sobie taką moc, że kandydat ucichł i usiadł spokojnie.
- Nie - powiada - nie chcę abyś mnie źle zrozumiał, co jednak już chyba miało miejsce. Nie miałem na myśli, iż jesteś osobą niegodną zaufania czy tez nieszczerą. Nie znamy Cię jednak, a ty tajemniczo milczysz na temat chociażby tego, ile już wiosen udało ci się przeżyć, a co dla nas najważniejsze, nie chcesz wspomnieć dlaczego nas wybrałeś? Zrozum jedno, przyjmując ludzi w nasze szeregi bardzo łatwo możemy zepsuć reputację całej gildii i wszystkich osób w niej będących, dlatego też, nasz proces rekrutacyjny wygląda tak, a nie inaczej. Mam nadzieję, że jasno się wyraziłem i nie czujesz się urażony naszym podejściem do Ciebie. Zapewnić Cię mogę, że traktujemy tak wszystkich, którzy chcą w nasze szeregi wstąpić, a niektórych jeszcze gorzej. Więc zważ na to, co powiedziałem i poczyń odpowiednie kroki. - Wypowiedziawszy te słowa mówca usiadł czekając na reakcję przybysza. Ten zamyślił się po czym wstał i przeciągnął spojrzeniem po wątłej sylwetce człowieka.
- Dobrze więc, Shanar. Jeśli musicie to koniecznie wiedzieć... - Coś w środku mówiło mu, że wchodzi na ścieżkę, z której nie ma powrotu - Jak już wspomniałem, imię me Vrether, i według waszej miary przeżyłem 23 zimy... - usłyszał lekki pomruk niedowierzania, lecz ciągnął dalej - a co do... przyczyn dla jakich chcę wstąpić w wasze szeregi, sam je wymieniłeś, Panie. Wieści szybko się rozchodzą w tej części Ishnaar. Czyny wasze są na ustach wszystkich, jako też wasza reputacja. Czyż nie zaszczytem jest służyć waszej ... gildii - Przyklęknął i opuścił wzrok - Muszę wrócić tam, skąd przybyłem. Nie uda mi się tego dokonać samemu. Dlatego potrzebuję waszej pomocy... Sam będę służył wam, na ile wiedza i siła mi pozwolą, Khrae shthon Hraenth! - Przygryzł wargi, słodka krew wypełniła jego usta, lecz on czuł tylko gorycz. Nigdy nie musiał prosić żadnego Shanar o pomoc.
- Hmm... - zamyślił się ów niepozorny człowiek, który poprzednio zabrał głos niejako zmuszając przybysza do wyznań - Powstań i wiedz, iż w naszych szeregach nie istnieje pojęcie służenia komuś, wszyscy sobie pomagamy, wszyscy dla wszystkich siostrami i braćmi jesteśmy. Zaszczytem, a i owszem, jest bycie z nami, czyli wśród nas, ale nie służenie. Skoro chcesz wstąpić w nasze szeregi po to by nieść pomoc innym, oraz rozsławiać w świecie naszą gildię, a w momencie wstąpienia w nasze szeregi również Twoją gildię, to ja nie widzę przeszkód. Jak też wspomniałeś, przyda Ci się nasza pomoc. Wiedz iż taką w naszym gronie uzyskasz, od Ciebie i Twego postępowania tylko zależy to, na jaką pomoc możesz liczyć, i jakiej pomocy się możesz spodziewać. Jednakże jam tylko nic nie znaczący członek owego stowarzyszenia, do którego wyrażasz chęć przystąpienia, a decyzje takowe, co do przyjęcia nowych kandydatów, muszą zapaść w większym gronie. Myślę jednak, że Twoje wyjaśnienia rzuciły nowe światło na Ciebie, mój młodzieńcze i spotkasz się raczej z przychylną oceną większości.
Mijały godziny. Patrzył jak naradzają się między sobą i uważnie mu się przyglądają. Wyjrzał przez okno.
- Ilion oddaje panowanie Seran, czas nadszedł bym opuścił to miejsce - pomyślał. - Panie, rozumiem, że ta decyzja wymaga czasu, udam się więc na spoczynek bom strudzon bardzo. Przyjdę jutro, gdy cienie będą długie, i wtedy poddam się waszemu osądowi.

* * *

Noc jeszcze się nie zaczęła. Z braku lepszego zajęcia udał się do pobliskiej karczmy. Wino było cierpkie i dość podłe nawet jak na tutejsze standardy. Popijając, wrócił myślami do dawnych dni. Przypomniał sobie cuchnącą piwnicę mistrza Thaissa i nauki, które u niego pobierał.
- Pamiętaj, że sztuka którą chcesz zgłębiać, nie jest mile widziana w tych stronach. Może dać ci ona wielką moc, lecz uważaj, by nie pochłonęła ona ciebie w całości, bo staniesz się Bestią, wygnańcem, wszędzie będzie cię witać katowski topór... - Wrócił do teraźniejszości, wśród zgromadzonego w karczmie motłochu wyłowił dziewkę służebną nie najpośledniejszej urody. - Cóż, stary zgredzie, może i było trochę mądrości w twych słowach, lecz nawet ona nie ustrzegła cię przed twym losem. Khrae wzywa mnie, Seran. Czas upuścić trochę krwi Shanar... - uśmiechnął się do siebie. Następny dzień napełniał go nadzieją na przybliżenie do końca drogi, którą podążał. Miał na tyle dobry humor, że zastanawiał się czy pierwej nie ogłuszyć ofiary, a dopiero potem rozpocząć rytuał. - Tak... dzisiaj nie zostawiam za sobą zwłok... - uśmiechnął się wesoło do dziewki i dał jej znak, by do niego podeszła.

* * *

Gość, który wyszedł z karczmy chwiejnym krokiem zatoczył się na ścianę sąsiedniego budynku. Postał tam chwilę po czym ruszył niepewnie w stronę opuszczonych zabudowań na końcu ulicy. Kiedy odszedł poza zasięg światła bijącego od gospody, rozejrzał się dookoła, a następnie ruszył dalej krokiem, który zupełnie nie pasował do człowieka opuszczającego karczmę. Rozejrzał się jeszcze raz i zapukał w drzwi budynku będącego kiedyś stajnią. Wrota uchyliły się nieznacznie i człowiek wślizgnął się do środka. W ciemnościach spowijających budynek z podłogi podniosły się trzy postacie.
- Jakie wieści? Widziałeś go? - zapytał ten, który otwierał drzwi.
- Tak, to bez wątpienia on. Wreszcie go odnaleźliśmy.
- Zatem czas wypełnić nasze przeznaczenie. Rozpoczynamy łowy....

* * *

Vrether stanął w otwartych drzwiach. Dziewka z karczmy wspierała się u jego boku. Czuł jej drżenie i ciepło krwi płynącej w jej żyłach. Uśmiechnął się do siebie na myśl o tym, że dla dziewczyny będzie to niezapomniana noc, choć na pewno nie o takich przeżyciach myślała. Ruszyli razem powoli kierując się w stronę ciemnego zaułka. Księżyc był w pełni i jego blask odbijał się od kamieni, którymi wybrukowano ulice, lecz co chwila ten olbrzymi bladożółty okrąg znikał zasłonięty grubymi warstwami chmur. Wyczekał na jeden z takich momentów i pochylił się ku szyi dziewczyny. Dotknął jej swymi lodowato zimnymi wargami, a później również i językiem. Czuł, jak dziewczyna drży na całym ciele w odpowiedzi na jego działanie. Gardził tym gatunkiem, który według niego miał tak prymitywne odruchy, a jednocześnie zdawał sobie sprawę, że tylko tam może odnaleźć ratunek, na dodatek i on przecież nazywany był kiedyś człowiekiem. Nagle jego nozdrza wyczuły niepokojący zapach. Łowcy! Odnaleźli go! Gwałtownie odepchnął dziewczynę.
- Uciekaj! Tutaj spotka cię tylko śmierć!
Dziewczyna nie rozumiała o co chodzi, jednak kiedy spojrzała w jego oczy, rzuciła się do ucieczki. To nie był wzrok normalnego człowieka. Jej ciało zareagowało instynktownie, nogi same ją uniosły, byle jak najdalej od tego miejsca. Dopiero kiedy dobiegła za róg, odzyskała władze nad swym ciałem na tyle, by z jej gardła wydobył się krzyk, po czym upadła zemdlona...

* * *

Belkar był zmęczony. Cały dzień pracował w kopalni mozolnie wydobywając rudę żelaza i trenując swoje umiejętności alchemiczne przy wyrobie stalowych sztab. Zdobył też trochę kości i złota, zabijając szkielety, kręcące się po tej opuszczonej kopalni. Wrócił do siedziby gildii akurat w momencie, kiedy nieznajomy stawał przed Radą. Miał dość mieszane uczucia. W tym kandydacie wyczuwał coś odmiennego. Sam pamiętał dobrze, kiedy i on z niecierpliwością oczekiwał decyzji Rady na temat własnej osoby. Był skłonny powitać nieznajomego w szeregach gildii, jednak wewnętrzny głos podpowiadał mu, aby zachować czujność. Uznał, iż ranek przyniesie rozwiązanie, natomiast przed udaniem się na spoczynek postanowił zaczerpnąć trochę świeżego powietrza, o ile tak można było nazwać ten miejski zaduch.
Nagle usłyszał krzyk. Ruszył biegiem w tamtym kierunku dobywając miecza. Zobaczył leżącą na ziemi dziewczynę. Wyczuł jej tętno, a na ciele nie widać było żadnych ran. Usłyszał szczęk broni, a po chwili jakiś dziwny charkot. Wypadł zza rogu i stanął oniemiały. Jednocześnie kątem oka złowił cień znikający w oddali. W pierwszym odruchu chciał go gonić, lecz szybko zorientował się, iż tajemnicza postać zdołała się oddalić za daleko. Pobojowisko natomiast przedstawiało nielichą masakrę. Trupy pięciu ludzi, rany na ich ciałach zadane częściowo ostrzem, a częściowo czymś przypominającym pazury... widok był odstraszający....
Nagle jeden z leżących podniósł nieznacznie rękę. Belkar otworzył oczy ze zdziwienia - to wręcz niemożliwe aby mógł jeszcze żyć z takimi ranami. Podbiegł do niego. Człowiek pluł krwią i wręcz widać było jak uchodzi z niego życie. Ostatkiem sił wypowiedział jedno słowo:
- Khrae...

Jak łatwo się domyślić jest to podanie rekrutacyjne, najprawdopodobniej inspirowane „Prologiem” Belkara, na który mógł się natknąć Vrether szukając przykładów dobrych podań, co nie musiało być aż takie trudne dlatego, że odstęp wpłynięcia wspomnianych aplikacji to trzy miesiące i początek „The Belkar’s Story” znajdował się na poprzedniej stronie.
W formie, jaką Wam podaję ten tekst, trochę się zatarł obraz dialogu toczącego się między kandydatem – przybyszem, a Gorzkim – mówcą. Jednak chyba jest bardziej przystępny, a i tak po głębszym wczytaniu się można dosyć dokładnie wyodrębnić „głosy” poszczególnych osób. Całość uzupełniła narracja Belkara, w której zawarte są jego opinie na temat kandydata. Wielkie uznanie należy się Gorzkiemu, który świetnie potrafił się wpasować w klimat podania i umiejętnie pociągnął Vrethera za język. Dzięki temu uzyskaliśmy historię, z którą powinni zapoznać się wszyscy chętni do wstąpienia do PL, gdyż w sposób jasny i dosadny wyjaśnia cel pisania podania i zamieszczania jak największej ilości informacji o sobie jako kandydacie.
Dlaczego dołączyłem go do Kronik? Głównie ze względu na powiązania z Belkarem, ale również ze względu na zdanie: „Muszę wrócić tam, skąd przybyłem”, które traktuję jako nieświadome zahaczenie o wątek Kręgu Dwunastu Światów. Na związek z Przejściem może też wskazywać „odmienność” bohatera.
Na koniec chcę wytłumaczyć dlaczego z oryginalnego tytułu zrobiłem podtytuł. Otóż, wydarzenia tutaj opisane są świetnym materiałem i wstępnym rozdziałem do większej historii przybliżającej czytelnika do poznania przeszłości Vrethera i Rytuału Khrae.
Tekst oryginalny

_________________
[...]Nie przyłączaj się do gildii PL bo jest najlepsza, ale dołącz do niej bo ty jesteś najlepszy. ~ VampireVorador


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 1 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
POWERED_BY
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL